10/12/2012

Relacje z sesji - Swords & Wizardry #5

Część Piąta
"Ork w Potrzebie"

1. Drużyna wyczyściła skrzynie które bronił smok, poza kilkoma brylantami, kryształami i innymi błyskotkami bohaterowie znaleźli też kilka broni krasnoludzkiej roboty, wszyscy pożegnali się z górnikami którzy brali się już za kopaniem nowych tuneli.

2. Przed opuszczeniem podziemi bohaterowie postanowili sprawdzić inny tunel koło wejścia do loży smoka, drużyna zignorowała go przedtem bojąc się ataku kolejnej chmary pająków.

3. Tunel prowadził do niewielkiej pieczary, z sufitu leciał strumyk wody, wlatywała ona do szczeliny na ziemi, w oddali Nalfheim zauważył człowieka w ciężkiej zbroi i hełmie opartego o mur, Nalfheim nalegał by wszyscy zachowali ostrożność przed wejściem ale Otrivis wyrwał się natychmiast do przodu i... na jego głowę spadł gęsty zielony śluz, ów śluz rozlał się koło nóg Otrivisa i dzielny bard w końcu zauważył że jego skóra piecze jak ogień, śluz w tym czasie uformował się w sześcian i bulgocząc sunął w stroną barda.

4. Otrivis wystrzelił ze swojego łuku w potwora, strzała jedynie się wbiła w bezinteresowną galaretę, do walki przyłączył się Faranel i Firlon, Nalfheim w tym czasie podbiegł do człowieka, kazał Śmieciowi* by odsunął od jego ciała broń (Topór), Nalfheim ściągnął mu hełm i okazało się.... że to nie jest człowiek tylko ork, leżał nieprzytomnie przy ścianie, Nalheim kilkoma silnymi klapsami obudził zielonoskórego, zdezorientowany Ork szukał swojego topora ale ten był w rękach Jaszczura.
Zielonoskóry zaczynał coś mówić nerwowo w swoim dialekcie ale Drow nic nie rozumiał, Śmieć powiedział mu że zna ten język i zaczynał tłumaczyć swojemu panu:

Ork: "Muszę do szefa, szybko, pomoc!"
Nalfheim (zwracając się do Niewolnika by ten tłumaczył): "Hej, orku, jak pokonać tą galarete? *wskazał na potwora walczącego z drużyną* Szybko cholero! Mów!"
Ork: "Pałki, nie ostrza, walić mocno"

Nalfheim kazał Śmieciowi dać topór od Orka, ten wyrwał ostrze zamieniając broń w długą maczugę, zielonoskóry rzucił się na galaretę która otaczała i parzyła bohaterów, reszta drużyny też szybko wyjęła pałki zdobyte w katakumbach i waliła w śluz z całej siły, Faranel w końcu rozpruł paskudę potężnym ciosem, galareta się rozpłynęła się do szczeliny w ziemi wypluwając jednocześnie wielki szmaragdowy kamień do rąk Złodzieja, Faranel schował go do swojej kieszeni.

5. "Szybko! Do szefa musze iść!" Krzyczał zielonoskóry w swym prymitywnym języku, Otrivis co nieco rozumiał z dialektu orka dzięki swojej bardyckiej wiedzy, więc nie potrzebował tłumaczeń niewolnika Nalfheima.

Bard postanowił porozmawiać z wojownikiem, szybko stwierdził że jego język zielonoskórych jest na naprawdę niskim poziomie:

Otrivis: "Co problem? Jaki szef? Co robisz tu?"
Ork: "Szef w niebezpieczeństwie! Musze pomóc! Nizgral zabije nas! Musze znaleźć pomoc!"
Otrvis: "Kto Nizgral? Gdzie jest, co chce?"
Ork: "Rycerz, zły, człowiek, na wschodzie, tam *pokazuje palcem na wschód* Pomóżcie mi!"
Otrivis: "Czemu my pomóc tobie?"
Ork: "Szef potrzebuje pomocy! Dumny wojownik! Ma ziemie, niewolnicy, bronie"

Nafheim szybko się wzbudził i przyłączył się do rozmowy prosząc Śmiecia o tłumaczenie

Nalfheim: "Niewolnicy? Jacy niewolnicy?"
Ork: "Jaszczury, z królestwa, nie mieli szans z wodzem"
Nalfheim: "Słuchaj Orku, pomożemy Ci, ale potem powiesz szefowi by dał mi w zamian trochę swoich 'robotników', dobrze?"
Ork: "Ta... pogadać z szefem. A teraz wy mi pomóc! Na wschód!"

Reszta drużyny była trochę zirytowana "propozycją" Drowa ale cóż... nie czas był na kłótnie i gildia musiała się trzymać razem.

6. Skazani Na Sukces wyszli z kopalń i ruszyli marszem na wschód, z każdym pokonanym kilometrem śnieg ustawał i krajobraz zamieniał się z zimnych puszczy i gór do zielonych wzgórz i polan, niedaleko były już ziemie Telesii - miasta portowego całego Królestwa.

7. Wszyscy byli zmęczeni podróżą i bohaterowie wstąpili do miasta leżącego akurat po drodze, było to miasto handlowe ludzi i krasnoludów, drużyna miała drobne problemy z przejściem przez bramy miasta - zatrzymali ich gwardziści i zaczęli ich wypytywać o cel podróży i kim w ogóle są (Nieczęsto spotyka się psychotycznego Barda, małomównego człowieka z kuszą, złodzieja, orka, jaszczuroczłeka i drowa w jednej kupie). Ale po krótkiej rozmowie strażnicy wpuścili wszystkich do środka.

8. Drużyna wykupiła pokoje w okolicznej karczmie, Otrivis wykupił wszystkim po kuflu piwa i zaczynał śpiewać i tańczyć na stole w rytm "Pieśni o dzielnym Otrvisie i Skazanych na Sukces", Firlon przysiadł się ku niemu i przysłuchiwał się, Nalfheim usiadł w najciemniejszym zakątku karczmy wraz z niewolnikiem i nie zwracał na nich uwagi, Faranel tymczasem miał inne plany...

9. Złodziej w szarobrązowej szacie szedł powoli przez korytarze na drugim piętrze karczmy, w swoich dłoniach niósł trzy kufle piwa, przystanął przy ostatnich drzwiach i przyłożył do nich ucho.

"Oszalałeś? Po co mamy tam jeszcze iść? To ich problem! Idziemy na południe"

Kłótnia wrzała za drzwiami, Faranel postawił kufle z piwem na ziemi i wlał do nich krew lodowego smoka. Piwo lekko zabulgotało.

*puk puk*

Drzwi otworzyły się, w progu stał krasnolud ubrany w masywną i piękną zbroję.

Krasnolud: "Co jest?"

Za krasnoludem Faranel widział siedzącego przy stole Człowieka z mieczem dwuręcznym i potęznego Orka.

Faranel: "Mój przyjaciel postawił wszystkim w karczmie piwo, jest akurat zajęty śpiewem na dole, to są wasze kufle *podaje je krasnoludowi*"
Krasnolud: "Hm, dzięki *zamyka drzwi*"

Faranel z uśmiechem oparł się o ścianę oczekując aż usłyszy ciała uderzające o ziemię, "Złota Trójca" -pomyślał, "Myślą że są wielkimi herosami ale zobaczymy czy pokonają stare, dobre zatrute piwko"

Ale nagle, złodziej poczuł na swoim gardle zimną stal.


* Tak Nalfheim "ochrzcił" swojego niewolnika.

3 komentarze:

  1. boskie, najzabawniejszy i zarazem najlepszy jest moim zdaniem Otrivis. Hahaha. Czekam na więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Obrazek jest tak przeuroczy, że aż nie mogę oderwać od niego wzroku. :)

    OdpowiedzUsuń