8/24/2013

Powrót: Shadow Warrior

"Hej, co to była za gra, grało się jakimś ninją, płynęło się łódką i miało się dwa uzi w rękach?" Pytanie to zadawałem sobie lata temu i długo nikt nie mógł na nie odpowiedzieć. Aż wreszcie, gdy mój dom został wzbogacony o internet, natrafiłem w necie na screena, który wyglądał bardzo znajomo - uzi, dojo w chińskim mieście, szczerzące się mutanty z karabinami w ręku. Później, oglądając YouTube w poszukiwaniu źródła tego screena, usłyszałem bardzo znajomy głos, mówiący bardzo znajomy tekst...

"I AM THE SHADOW WARRIOR!"



Shadow Warrior to FPS stworzony przez 3D Realms w '97 (Deja Vu...). Gra wykorzystywała, oczywiście, popularny wtedy Build Engine, lecz z tą różnicą że Shadow Warrior wyciskał z niego ostatnie poty.

Głównym bohaterem Shadow Warrior jest japoński... albo chiński... no dobra, nawet sami twórcy nie wiedzą jakiej narodowości jest główny bohater. W każdym razie, kierujemy Lo-Wangiem, mistrzem karate (albo kung-fu), urodzonym ninją, właścicielem Dojo i ogólnie największym madafakiem po Duke Nukem. Lo Wang pracował jako ochroniarz dla Zilla Enterprises, rządzonej przez Zillę - bezkompromisowego potwora z megalomanią. Zilla postanawia przejąć każdą firmę w Japonii, a później ogólnie - cały kraj. Lo Wang, jako że jest honorowym wojownikiem o czystym sercu (chyba że ma do czynienia z biuściastymi mangowymi dziewczętami) odchodzi z firmy. Lecz Zilla wie, że Lo Wang jest potężnym wojownikiem i może mu zagrozić w podjęciu władzy, dlatego przyzywa armię demonów i potworów "z drugiej strony" by zabiły najpierw mistrza Lo Wanga a potem jego samego.

Niestety, sensei Lo Wanga nie przeżył. Lo Wang wyrusza w poszukiwaniu Zilli, by wymierzyć mu zasłużoną karę.



"Who wants some Wang?"

Wspomniałem wcześniej, że Shadow Warrior wyciskał Build Engine z ostatnie poty. Co miałem z tym na myśli? Otóż gra pozwała m. in. na takie cuda jak prowadzenie pojazdów (co ciekawe, czasem musieliśmy pojazdy naprawić, odnajdując na planszy skrzynkę z narzędziami, jeśli silnik dymił), wspinanie się po drabinach, woda również była (wreszcie) przeźroczysta.

A jeśli chodzi o ogólną otoczkę - gra wyglądała bardzo ładnie, przeciwnicy byli wyraźni i dość oryginalni. Plansze były duże i ciekawe. Bronie to silna strona gry - były bardzo zróżnicowane... czasami za bardzo, ciężko było mi znaleźć gnaty z których mógłbym najczęściej korzystać, ponieważ część była bardzo ryzykowna (granatnik) a dla innych ciężko było znaleźć amunicję (głowa obrońcy). Ale w końcu zdecydowałem się polegać na 2xUzi - o amunicję łatwo, a czystą serię z tych broni niewiele przeciwników potrafi przetrzymać. Katana również jest świetna, niestety, wymaga od nas przybliżenia się do przeciwnika, a w przypadku niektórych potworów jest to niemożliwe (patrz: demony które się detonują i zabierają 100% życia gdy Lo Wang jest blisko...).



"Just like Hiroshima!"

Podobnie jak to jest z (przeze mnie wcześniej opisanym) Blood, Shadow Warrior ma kilka cech które posiadały wszystkie gry FPS w tamtych czasach. Po pierwsze: gra jest podzielona na rozdziały, w oryginalnym Shadow Warrior były dwa:

Enter the Wang - Lo Wang odpoczywa w swoim Dojo, gdy nagle całe miasto zostaje zaatakowane przez armię Zilli. Wyruszamy do naszego Sensei, lecz ten leży już umierający na ziemi. Sensei mówi jedynie bohaterowi "Avenge... me..." (pomścij mnie). Wyruszamy do podziemi w poszukiwaniu zabójcy mistrza. W ostatnim etapie walczymy z wielkim, demonicznym wężem uzbrojonym w katany/szable. Niestety, wróg ucieka ("Hey! Come back here and finish fight!... Ugly, scaly, snake... shitface."), lecz Lo Wang nie daje za wygraną i wyrusza w podróż ku Zilli. Rozdział ten zawiera jedynie cztery (duże) plansze, ten rozdział był dostępny w wersji Shareware gry, wprowadzał w podstawy rozgrywki i NAPRAWDĘ zachęcał do kupna pełnej wersji.

Code of Honor - Drugi rozdział gry, zawierał osiemnaście plansz. Mamy tutaj wszystko! Wielkie japońskie metropolie, zapomniane ruiny a nawet aktywny wulkan, gdzie odbywa się finałowa walka. W tym rozdziale walczymy (i zabijamy) węża, który zabił naszego sensei, toczymy bitwę z dziesięciometrowym zapaśnikiem sumo, molestujemy półnagie mangowe lolity pod prysznicem, również spotykamy czarodziejkę z księżyca i Larę Croft. Na końcu toczymy bitwę z Zillą (w sumie... dość prostą, przynajmniej w porównaniu do reszty gry). Zilla zostaje pokonany, lecz opuszcza swoje mechaniczne ciało (a tak, zapomniałem powiedzieć, w czasie walki siedział w kilkumetrowym robocie/exoszkielecie i bombardował nas rakietami) i ucieka, Lo Wang nie podąża za nim lecz tylko mu mówi: "You are weak as baby fart, go live in fear" (jesteś słaby jak pierdnięcie dziecka, idź żyj w strachu).

Shadow Warrior doczekał się również dwóch dodatków.

Twin Dragon - Nudny (lecz darmowy) dodatek wypuszczony w 1998 roku. Lo Wang dowiaduje że jego brat - Hung Lo, zamierza zdobyć władzę nad światem, używając armii Zilli. Oczywiście musimy go powstrzymać. W końcowej walce Lo Wang pokonuje swojego brata, posyłając na niego bombę atomową. Plansze są niby fajne, ale strasznie "bezpłciowe" (gdzie są moje mangowe cycki?).

Wanton Destruction - Dodatek wypuszczony w 2005 (tak, tak późno). Lo Wang przybywa do USA by odwiedzić swoją rodzinę, niestety, Zilla powrócił! Bohater wyrusza na ostateczną bitwę przeciwko paskudzie. Wanton Destruction wprowadzał kilku nowych przeciwników (m. in. chińscy mafiozo krzyczący "Fak Yu!" i szamani).



"Do you want to wash wang? Or do you want to watch Wang wash wang?"

Shadow Warrior, jak wcześniej napomniałem, posiadał wiele odniesień do azjatyckiej kultury. Mamy tutaj mangę/anime, azjatyckie bronie i domostwa jak również potwory bazujące po trochu na wschodnich legendach. Niestety (a może stety?) twórcy posługiwali się tutaj stereotypami, dlatego jak mówiłem, ciężko stwierdzić jakiego pochodzenia jest Lo Wang (ćwiczy chińskie sztuki walki, posługuje się japońskimi broniami, mówi japońskim akcentem lecz ma wygląd chińczyka), sama gra również jest okraszona ogromną brutalnością, a teksty Lo Wanga są skrajnie rasistowskie i seksistowskie. Tytuł narobił trochę kontrowersji w dniu premiery.



"Hmph, rather kick ass than solve puzzle."

No dobra, ale żeby nie było za pięknie, kilka rzeczy w Shadow Warrior mi się wybitnie nie spodobało. Po pierwsze szukanie kluczy by otworzyć kolejne pomieszczenia na poziomie. Znamy to już z Duke Nukem, Doom'a i innych starych szczelanin. Problem polega na tym, że tutaj kolejne klucze są przesadnie ukryte, dla przykładu: w etapie "Zilla Villa" biegałem 20 minut (!!!) w poszukiwaniu jednego klucza, który umożliwi mi otwarcie głównej bramy domostwa. Jak się okazało (sprawdzałem filmik na YouTube) klucz był ukryty praktycznie w sekretnym pomieszczeniu - należało stanąć w kominku i podskoczyć, tak by Lo Wang się chwycił niewidocznej drabiny, prowadzącej na dach. Takie sytuacje i kryptyczne zagadki zdarzają się w grze kilkakrotnie. Druga rzecz to bronie i przeciwnicy: obie rzeczy są fajne, lecz czasami zbyt przekombinowane. Niewidzialni żołnierze potrafią nas rozpruć w 0.3 sek jeśli "niechcący" użyją rakietnicy, wybuchające demony to koszmar, a do tego spotykamy je na początku gry. A jeśli chodzi o bronie: niektóre wydają się bezużyteczne (shurikeny) a niektóre są tak potężne że szybciej zabiją nas, niż przeciwników (granatnik, działo laserowe, jeśli niechcący strzelimy w ścianę).



"That's no ordinary wang."

Shadow Warriora można określić jako mniej znanego brata Duke Nukema. Jeśli jeszcze nie mieliście okazję w niego zagrać i bawią was humor który w 90% bazuje na penisach, to polecam. Tylko ostrzegam, gra jest BARDZO trudna, a na wyższych poziomach trudności zaczniecie rzucać chińskimi przekleństwami.

A tak, jak zapewne już wiecie, spod rąk polaków powstaje remake/sequel gry. Fajnie, jest tylko jeden problem...

CZEMU LO WANG WYGLĄDA I BRZMI JAK SFAGACONY BOHATER ZACHODNICH FILMÓW CZEMU NIE NAJĘLI ORYGINALNEGO AKTORA DO GŁOSU CZEMU NIE MA RASISTOWSKIEGO HUMORU AIHFIOASFHIOASNFAOISFNOIFNSFNOISANFOISA


7 komentarzy:

  1. I tak dobrze, że powraca, rasistowskiego humoru pewnie nie ma bo to teraz przecież na cenzurowanym no i pewnie PEGI 12 by nie dostali ;P

    Mi się gameplay całkiem podoba z nowego SW i czekam niecierpliwie na premierę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja męczę od dłuższego czasu Shadow Warriora. Znaczy podstawkę już przeszedłem, ale jakoś nie umiem zabrać się za dodatki.

    Od jakiegoś czasu Shadow Warrior jest darmowy na Steam, jeżeli kogoś to interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. A przy okazji - jeżeli szukasz jakiejś staroci z zaległych lat, a nie pamiętasz tytułu, może się okazać, ze ja znam ;) Nie daję 100% pewności, ale kto pyta wielbłądzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o dodatki Shadow Warrior - omiń Twin Dragons, naprawdę... Zaspałem przy tym, z Wanton Destruction jest już o wiele lepiej. A co do zaginionych tytułów... poziom "hard": RTS w którym kierowaliśmy mutantami albo kosmitami i mieliśmy możliwość tworzenia im broni i projektowania własnych jednostek. Głównym surowcem w grze były roślinki sadzane na niebieskim, świecącym terenie. Heh, powodzenia, szukam tego od lat ;-)

      Usuń
    2. WarBreeds?

      http://www.youtube.com/watch?v=oMTSRyA3nDA

      Usuń
    3. Jakim cudem... Tak. Dzięki :-)

      Usuń