11/29/2013

Ślady na Śniegu - relacja z sesji i opis systemu

Ślady na Śniegu jest bardzo (i to bardzo!) młodym systemem testowanym na RPGManufacture. W ŚnŚ gracze wcielają się mieszkańców surowego świata, gdzie tajgi i tundry pokrywają większość globu. Gracze mogą się wcielić w jedną z trzech ras ludzkich zamieszkujących ten lodowy świat, nie ma żadnych profesji ani typów postaci, uczestnicy sami sobie budują talenty i cechy, które wzmacniają umiejętności bohaterów i nadają im smaczku, proces ten został w prosty sposób opisany w podręczniku. Mówiąc krótko - średniowiecze w klimatach arktycznych. Lubię to ;-)

Ale zanim zaczniemy, zapraszam na bloga Skrobo - autora projektu. Była to również jego pierwsza sesja prowadzona online.


Imię: Olaf
Rasa: Redborg
Olaf przystąpił do polowania, aby się wykazać przed wybranką swojego serca. Mimo że jest bardzo silny i zwinny, nie potrafił zaimponować ojcu swojej wybranki. Postanowił więc upolować tygrysa.
Statystyki:Dłoń: 3/3
Stopa: 3/2
Głowa: 2/2
Serce: 1/1
Zmysły: 3/2
Próg przemiany: 2
Wytrwałość: 16
Progi obrażeń:Głowa: 1
Korpus: 4
Ręce: 1/1
Nogi: 1/1
Talenty:Doświadczony kowal
Dłoń - specjalizacja w użyciu włóczni
Stopa - doświadczenie w obronie
Cechy:1. Atak z wysokości- +1 do wyniku ataku, gdy Olaf atakuje niższego przeciwnika
2. Aby do celu - +1 do tropienia, aby ponownie znaleźć utracony trop.
3. Lęk przed magią - -1 do rzucania zaklęć.
Wyposażenie:Słabej jakości ubranie: wełniany płaszcz, ocieplane spodnie, skórzane ocieplane buty, wełniane rękawice, czapka.
Podstawowe dobre narzędzia kowalskie (wykonane z żelaza) [bonus +2]
nóż
Żelazna włócznia, pełni też rolę kostura.
Mała drewniana tarcza
Skórzana zbroja
Lampa oliwna (i zapasowy olej), hubka i krzesiwo, pęk suchych gałęzi, związany cienką linką (w formie plecaka).
Redborgowie - mieszkający w cieplejszym klimacie rolnicy. Kultura południowa - najliczniejsza i żyjąca w najkorzystniejszych warunkach, próbująca więc ekspansji. Żyją w grodach i wsiach, połączonych zwykle jako takimi szlakami czy drogami. Kultura rolnicza, znająca wytop żelaza, a nawet stali. Dobrze zorganizowani, panuje demokracja wojenna - książę jest wybierany przez wolnych mężczyzn. Najgorsza pozycja kobiet - nie mają zbyt wielu praw, za to wiele obowiązków. Ekspansywni, dość wojowniczy, w związku z dużym przyrostem naturalnym potrzebują coraz większego areału pól, jednocześnie usiłują handlować wszystkim co mają. Najbardziej zaawansowani technologicznie. Starają się strzec zdobyczy techniki. Słynni jako tkacze, rolnicy i inni rzemieślnicy.
Imię: Kauko
Rasa: Mans
Psy pociągowe? Sława i chwała? Nie, to jest mało warte, Kauko chce coś lepszego - zęby tygrysa do swojej kolekcji. Będą idealnie wyglądać na ścianie obok czterystu kości fok.
Statystyki:Dłoń: 2/1
Stopa: 2/2
Głowa: 2/2
Serce: 4/3
Zmysły: 2/2
Próg przemiany: 12
Wytrwałość: 29
Progi obrażeń:Głowa: 1
Korpus: 3
Ręce: 1/1
Nogi: 1/1
Talenty:Zdobnictwo
specjalizacja: walka maczugą (wiadomo, żeby ogłuszyć a nic nie ciąć)
wytrzymały korpus
Cechy:Żniwiarz - +1 walcząc bronią wykonaną z kości
Ten od kości - +1 wykonując przedmioty z kości
Fach-idiota - -1 wykonując cokolwiek z innego materiału
Wyposażenie:Dobrej jakości ubranie:
Anorak, grube rękawice, nogawice, futrzane buty, czapa, maska na twarz.
Podstawowe narzędzia zdobnicze (wykonane z kości/rogu) [bonus - +0]
nóż
Narty z kijkami, niewielki tobogan (dla 1 psa)
Maczuga kościana
Pies bojowy i pociągowy rasy Virtii – towarzysz:
Dłoń: 2/2
Stopa: 2/2
Głowa: 1/1
Serce: 1/2
Zmysły: 2/2
specjalizacja (tropienie)
doświadczenie (walka bronią naturalną)
Mansowie - żyjący najbardziej na północy, najmniejsi i najbardziej przyzwyczajeni do mrozów kultura najbardziej północna - zwyczaje ludów Arktyki, psy pociągowe, mieszkanie w igloo, myślistwo/rybołówstwo/zbieractwo/wielorybnictwo, praktyczny brak rolnictwa. Podział na niewielkie plemiona/klany. Duże poczucie wspólnoty. Przekonanie o tym, że bez wspólnoty nie da się przeżyć. Równouprawnienie kobiet, w niektórych plemionach poliandria. Niemal zerowy dostęp do żelaza, nie mówiąc już o innych nowinkach technologicznych. Słyną jednak z wyrobów rzemieślniczych i artystycznych oraz z praktycznych i pięknych ubiorów zimowych z futer.
Dla myśliwego wystarczy harpunowa włócznia z kościanym ostrzem oraz atlatl i kilka oszczepów w sajdaku, zwykle również z kościanymi lub fiszbinowymi ostrzami. Pojęcie wojny jest im względnie obce, jednak w przypadku konfliktów wojownicy są podobnie wyposażeni.
Występowanie i duże znaczenie psów, zarówno pociągowych, jak i obronnych/bojowych/myśliwskich.
Większe stałe skupiska znajdują się wokół terenów na jakich występują gejzery. Stanowią one swego rodzaju "oazy" na lodowych pustyniach, są miejscami handlu i centrami politycznymi poszczególnych plemion. Pomiędzy oazami po utrzymywanych zwykle w znośnym stanie szlakach suną bojery, w których podróżują kurierzy z wiadomościami.
Wygląd rasy - niewielki wzrost, gdzieś do 150 cm maks, budowa ciała stosunkowo mocna, ze sporą warstwą tłuszczu, krótkie palce, niewielkie nosy, zwykle blond-włosi, mocno owłosieni na całym ciele, z "grzywą" włosów schodzącą aż do ramion, lecz bez zarostu na twarzach.


-A więc jesteście, tropiciele!
Włodarz osady, starszy Mans imieniem Karia-Eppu, przyjmuje Was w swoich wykutych w lodowcu, nieopodal gejzeru pomieszczeniach. Mimo niewielkiego tylko kominka, czy raczej piecyka, w pomieszczeniu jest na tyle ciepło, by siedzieć bez wierzchniego odzienia.
- Cieszę się, że zgłosiliście się do poszukiwania bestii, wiem, nagroda nie jest zbyt okazała, ale cztery psy to już niezły początek stadka i zaprzęgu, odnajdźcie bestię, to dostaniecie po dwa...
-Jeżeli chcecie wiedzieć gdzie może się znajdować, to zgodnie z tym, co mówił kawacki kupiec, ocalały z karawany, to musicie szukać na południowy wschód stąd, jakiś dzień drogi psim zaprzęgiem. Na szczęście śnieg nie padał przez ostatnie kilka dni, ślady mogą być ciągle widoczne...
Gestem przywołuje jednego z młodszych członków swego klanu.
- Wydaj tropicielom zapasy na trzy dni. Przez utratę tej karawany nie mam więcej.
Odwraca się do Was.
- Mam nadzieję że Wam się poszczęści! Macie jakieś pytania?
Kauko poprawił swój naszyjnik z zębów na swoim karku i zaciągnął mocniej pas
- Tak, mamy jeszcze oczekiwać czegoś innego, niż tylko tygrysa? Wiadomo coś o pogodzie?
- Co mamy przynieść jako dowód ubicia bestii? Całego smilodona? - dumnie odparł Olaf i podparł się włócznią. - Właśnie ten grot przebije tygrysa!
- Co do pogody - nasz szaman twierdzi, że przez kilka najbliższych dni nie powinno padać. Ale uważajcie - może nadejść odwilż, a wtedy niektóre części pola lodowego zaczynają być naprawdę niebezpieczne.
Mans pogłaskał starego psa leżącego na jego kolanach.
- Też kiedyś miałem takiego ducha jak ty, przybyszu z południa, miałem też więcej sił. Ten pies jest prawnukiem mojego psa urodzin, sił ubyło, za to rozumu nieco więcej... Na co nam cały smilodon? Mięso właściwie niejadalne, przynieście to, co ważne - czaszkę z kłami i skórę, oczywiście należą do Was, ale pewnie dostaniecie za nie niezłą cenę...
-Więc możemy wyruszać. Nie musisz się obawiać, Kauko - postaram się nie zostać w tyle. - uśmiechnął się Olaf i równym tempem zaczął maszerować w wyznaczonym wcześniej kierunku.
- To będzie krótki proces. Jeden cios w głowę i jedno dźgnięcie włóczni. Przygotuj ognisko i trunek panie, ponieważ za wkrótce wrócimy z tą bestią... albo raczej z jej zwłokami
Kauko zwrócił się w stronę swojego nowego kompana
- Dobra, idziemy
Kauko jeszcze nisko się ukłonił przed wyjściem, po czym obaj wyszli z chaty na zewnątrz.
To prawda, dzień jeszcze młody, więc można powoli ruszać. Po zatrzymaniu się na chwilę w klanowym magazynie otrzymujecie po trzy racje żywnościowe - trochę pemmikanu - suszonych ziaren z tłuszczem, mięsem i ziołami, oraz kilka płatów wędzonego mięsa z karibu. Powinno Wam to bez problemu wystarczyć na 3 dni.
Opuszczenie osady nie jest takie proste - wykutymi w lodzie korytarzami, ogrzewanymi nieco śmierdzącymi wyziewami z gejzeru wydostajecie się na powierzchnię, a następnie pomiędzy kilkoma większymi igloo i przez przerwę w zbudowanym z lodowych bloków dla ochrony przed zwierzętami murze.
Znając szybkość dobrego psiego zaprzęgu macie przed sobą cały dzień marszu, noc gdzieś po drodze, na miejscu ataku będziecie pewnie jutro około południa. Trochę późno, ale smilodony to zwykle terytorialne stworzenia.
Pogoda rzeczywiście jest niezła, słońce świeci, a czysty lód odbija światło.
- Więc jak Olaf? Trzy godziny i przerwa? Mój pies też musi odpocząć. Chyba, że chcesz maszerować do wycieńczenia, ale nie wiem gdzie znajdziemy wtedy schronienie - zapytał się Kauko
- Dorwijmy tą bestię jak najszybciej. Możemy jeszcze iść ze cztery godziny, może nawet pięć.
- No to cztery, ale nie więcej, powinniśmy oszczędzać siły, ruszamy
- Skoro tylko tyle wytrzymacie... - powiedział Olaf, chociaż zdawał sobie sprawę, że to on się nie przygotował do tej wyprawy. Lekkie ubranie, brak rakiet śnieżnych, brak wiernego psa... Ech. Nie może się poddać. Hermenegilda będzie mogła z nim być dopiero jak się zasłuży. - Jeśli będzie trzeba, to możemy się ogrzewać przy ognisku. Po to targam ze sobą tą wiązkę gałęzi i lampę.- wskazał na swoje plecy. - Tylko będziemy musieli znaleźć jakąś kotlinkę.
Kauko pogłaskał włochatego psa, siedzącego na jego prawej stopie
- No, Popo, idziemy na spacerek po nowe kości

- Kauko - kojarzysz mniej więcej te okolice, choć nie zapuszczałeś się zwykle w te strony, idąc tym tempem pod wieczór wejdziecie w bardziej pagórkowaty teren, gdzie znajduje się trochę rozpadlin i grot.
Pies rzeczywiście raźnie maszeruje, ciągnąc za sobą niezbyt załadowane sanie - tobogan.
Pierwsze cztery godziny marszu przechodzą spokojnie, płaskie pola lodowe nie dostarczają zbyt wielu widoków, raz na jakiś czas mignie śnieżny zając czy samotny gronostaj.
[Kauko: -4 PW, Olaf - 6 PW]
Po mniej więcej 4 godzinach zatrzymujecie się - jak długi jest odpoczynek?
W polu widzenia z jednej strony płasko, z drugiej zaczynają się wznosić wzgórza i pagórki. Patrząc na "wydeptaną" i oznaczoną jako tako ścieżkę - trakt karawanowy, widzicie, że wije się gęsto, wcale nie zapewniając najszybszej podróży.



Na szczęście nie jest bardzo zimno, zima ma się powoli ku końcowi, idzie odwilż, a za dwa - trzy tygodnie może nawet będzie można zobaczyć jak kwitnie lód.
To prawda - wykup żony to nie taka prosta sprawa, szczególnie tak urodziwej i robotnej jak Hermenegilda, ojcowa chata nie najgorsza, ale skóry, narzędzia i kosztowności na pewno trzeba będzie dać przyszłym teściom, a i włodarzowi coś powinno wpaść, by nie chciał korzystać z prawa pierwszej nocy...

- Dobra Olaf, na razie musimy odsapnąć. Kojarzę to miejsce... chyba

- Nie... moment... to nie było tutaj. Do diaska... - Kauko otarł pot z czoła - Równie dobrze możemy pomaszerować dalej...
No rzeczywiście, Kauko nie bywał w tych stronach za często - pamiętał że przy jednym z wielkich głazów należało iść w lewo od traktu, a może w prawo? Nie, niestety, lepiej nie ryzykować.
Ruszacie dalej, zwykłym traktem, droga staje się nieco trudniejsza, bardziej pofałdowana, lecz paradoksalnie idzie się nieco łatwiej, bo krajobraz wokół nie jest aż tak monotonny.
W miarę marszu orientujecie się, że dzień rzeczywiście powoli zbliża się ku końcowi. Oceniacie, że dojdziecie mniej więcej do miejsca, do którego planowaliście do wieczora, droga szła Wam dosyć sprawnie, jednak powoli warto by zacząć poszukiwanie jakiegoś miejsca do spania.
[Olaf - 6 PW, Kauko -4 PW]


Jakich miejsc szukacie na nocleg?


- Więc, Olaf? Zdecyduj, sam widzisz że nie jestem jakoś w formie. Już teraz kompletnie nie kojarzę gdzie jesteśmy - Kauko położył dłoń na głowie swojego psa Popo
- Przynajmniej pokonaliśmy większość drogi, ta bestia nie powinna być daleko - dokończył
- Znajdźmy jakąś kotlinkę albo przesmyk. Ogólnie takie miejsce, które osłoni nas od wiatru.
- O! Tam się zatrzymamy! W tej ścianie z lodu widzę małe wgłębienie. Tam możemy rozpalić małe ognisko i chwilę odpocząć.
- Doskonale, idziemy. Trzeba też coś przegryźć. Planujemy maszerować wieczorem, czy czekamy do jutra? Z jednej strony, szybciej możemy to załatwić, ale z drugiej bestia będzie miała nad nami przewagę w ciemności.
Kauko sprawdził bagaż
- Jedzenia też nie mamy dużo, musimy pamiętać, że musimy też mieć coś na powrót

- Odpocznijmy tutaj kilka godzin, a potem możemy jechać. Ty możesz spać na tych sankach, prawda? Więc teraz ty pilnujesz, a ja śpię. Potem ty się prześpisz w drodze, a ja będę się rozglądał. Mam lampę oliwną, więc wiatr nam nie straszny. - uśmiechnął się Olaf, chociaż był wycieńczony.
Rzeczywiście - niewielkie wgłębienie w lodowej ścianie, osłonięte z 3 stron wydaje się niezłym miejscem na spędzenie wieczoru, powoli robi się już naprawdę ciemno - wędrówka po nocy mogłaby być trudniejsza.
We wgłębieniu poznajecie, że nie jesteście pierwszymi jego gośćmi - kilka kostek i trochę popiołu sugeruje, że podróżni już wcześniej wybierali to miejsce na odpoczynek.
Olaf wziął małą część wiązki gałęzi, odmierzając tyle, ile wystarczyłoby do rozpalenia małego ogniska, które paliłoby się około 3-4 godzin. Wykuł szerokie wgłębienie w lodzie. Zapalił lampę oliwną, a potem maczając gałęzie w zapasowej oliwie, podpalał je od płonącej oliwy w lampie, następnie układając je w zagłębieniu, starając się, aby stały jak najbardziej pionowo.
- Wodę zbierającą się pod ogniem będziemy mogli wykorzystać do picia. - powiedział.
- Dobra, to idź spać. Ja posiedzę z Popo przy wejściu.

[Sukces na zmysły przy poszukiwaniu miejsca powoduje, że przez 4h snu Olaf odzyskuje 5 PW, zaś Kauko, mimo że nie śpi, odzyskuje 3 PW]
[wartość rzutu na zmysły Kauko powoduje, że niezbyt czujnie strzeżesz towarzysza, jednak nic nadzwyczajnego się nie dzieje]

Po około 4 h - mniej więcej około północy Olaf budzi się. Jesteście gotowi do drogi.
- Brrr... Czy mi się zdaje, czy noce są tutaj jeszcze chłodniejsze? - wzdrygnął się Olaf - Fajnego masz tego pieska. Jego nie karmisz?
- Oczywiście, że karmię - Kauko rzucił psiakowi plasterek mięsa - Mam pewien plan, mój zna się trochę na tropieniu, może wyczuje tę bestię i uda się nam zrobić atak z zaskoczenia w nocy. Co ty na to?
- Świetnie! Idźmy!
Kauko zbliżył się do Popo i zaczął mu coś szeptać do ucha. Założył mu specjalną uprząż połączoną z saniami i sam się na nich położył.
- Idź za saniami, Popo zajmie się resztą. Ale mimo to, bądź czujny.

Podróż przez noc nie jest prosta, choć lampa w dłoni Olafa rozjaśnia najbliższe otoczenie - mężczyzna maszeruje wzdłuż traktu, zaś za nim wierny pies ciągnie tobogan, na którym spokojnie drzemie jego właściciel.
Marsz w takich warunkach nie należy do najłatwiejszych, łatwo potknąć się lub stracić równowagę.
Mniej więcej po 2 godzinach marszu Poppo zatrzymuje się, przypada do ziemi, wskazując jednoznacznie niewielką skałę, za którą nawet Mans mógłby mieć problemy ze schowaniem się
Olaf ścisnął w ręce włócznię i delikatnie szturchnął Kauko jej tępym końcem.
- Twoja psina coś zobaczyła. Idę w tamtą stronę, ubezpieczaj mnie... i weź lampę. - powiedział Olaf i skierował swoje kroki ku małej skale.

Rzeczywiście - pies widząc, że idziesz w stronę skały najpierw lekko się najeżył, lecz w miarę zbliżania się Olafa do Skały stawał się nieco spokojniejszy.
Podchodząc do skały Olaf najpierw zobaczył niewielkie plamy krwi ciągnące się z kierunku w którym zmierzali. Przygotował broń, lecz chwilkę potem usłyszał słabe szczeknięcie zza skały. Nawet jego krótki staż na północy wystarczy, by stwierdzić, że tutejsze psy szczekają wtedy, kiedy inne zaczynałyby skomleć.
Zbliżył się do skały i ujrzał psa pociągowego, średniej wielkości, z częścią uprzęży na grzbiecie, urwanej jak się zdaje, skulonego za skałą. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku, lecz tuż za uprzężą dostrzega niewielką, ale dosyć głęboką ranę na grzbiecie zwierzęcia. Kieł dzikiego kota musiał trafić go tylko częściowo, inaczej zginąłby na miejscu. Poza psem w tym samym miejscu leży jeszcze częściowo objedzone truchło gronostaja.
Pies usiłuje się podnieść, by stanąć do walki, lecz jest bardzo słaby.
- Kauko! Chodź tutaj! Chyba znaleźliśmy to, co zostało z tamtego zaprzęgu!
Olaf cofnął się i czekał na Kauko, który miał więcej do czynienia z tutejszymi psowatymi.
- *ziew* No proszę, połowę zadania mamy już za sobą. Pies nie wygląda najlepiej, przynajmniej nas nie będzie atakować. Chciałbym mu pomóc... ale nie wiem jak. Czekaj
Kauko przeszukał bagaż i wyciągnął skrawek mięsa, rzucił nim w stronę rannego psa
- Może to go trochę uspokoi. Olaf, przeszukaj ten teren, może coś jeszcze znajdziemy. Popo *fiu* do nogi
Pies nie wygląda na nadmiernie głodnego, posilił się gronostajem, jednak słysząc głos Mansa oraz czując innego psa poczuł się spokojniej, na chwiejnych nogach podszedł do rzuconego mięsa i niespiesznie go zjadł. Ciągle lekko krwawi, lecz widać, że większość krwi w tym miejscu pochodziła raczej od gronostaja.
- No, już lepiej. Olaf, znalazłeś coś?

Może nie masz zbyt wielkiej wiedzy o leczeniu ran, ale raz kiedyś sam byłeś ranny - widzisz, że ranę wystarczyłoby przeczyścić śniegiem lub gorzałką zaszyć jednym czy dwoma szwami, a w najgorszym wypadku nawet tylko dobrze obwiązać szarpiami i pies wyjdzie z tego cało. Jest to suczka, średniego wieku, średnij wielkości - z rasy dosyć szybkich i wytrzymałych psów pociągowych - całkiem niezła zdobycz. Kilka godzin odpoczynku po zabiegu, a może nawet sama będzie mogła chodzić.

- Ładnie sobie radzisz, Kauko. - mruknął Olaf i rozejrzał się po okolicy.

Kauko nabrał biały, zimny puch do ręki i powoli podszedł do psa, by przemyć mu rany
- Ostrożnie... ostrożnie...

- A do diaska!
Olaf - patrząc na najbliższą okolicę dostrzegasz tylko ślady psa, biegnące po trakcie i wzdłuż niego. Śladu krwi odpowiadają psu i/lub gronostajowi. Swoją drogą gronostaja została jeszcze prawie połowa.
Jest jeszcze noc, ale zgodnie z opowieścią ocalałego z karawany atak miał miejsce tuż za wzgórzami. W okolicach brzasku powinniście dotrzeć na miejsce.
Olaf podniósł resztki gronostaja i z żalem spojrzał na piękne niegdyś futro, które teraz było czerwone i poszarpane. Wziął go ze sobą, może się przydać w trudniejszej chwili. Pewnie i tak już zamarzł na tym mrozie.
Olaf - Fakt, truchełko jest już dosyć sztywne, ale jest na nim jeszcze dość jedzenia jak na co najmniej jeden posiłek, choć podobno mięso z takich maluchów nie jest zbyt smaczne...
Kauko - niestety, najwyraźniej nie wszyscy są tak wytrzymali na ból jak Ty... przecierasz śniegiem bok i grzbiet zwierzęcia, ale przypadkiem pakujesz paluch praktycznie do rany, pies szczeka cicho, skamle, po czym uginają się pod nim nogi, i zaczyna dosyć ciężko oddychać. Żyje, ale jest bardzo słaba, na pewno nie pójdzie nigdzie o własnych siłach...
Kauko próbuje powoli podnieść psa i dać go na swoje sanie
- Popo, będziesz musiał teraz transportować nową koleżankę, może uda się ją jeszcze uratować, potrzebuje tylko odpoczynku w czymś ciepłym
Kauko rozejrzał się po okolicy
- To co Olaf? Idziemy w stronę wzgórz? Czuję, że ta bestia jest już blisko
Rzeczywiście, bierzesz zwierzę na ręce, kładziesz spokojnie na toboganie, przykrywasz kocem. Poppo widząc całą sytuację zbliża się do rannej suki i obwąchuje ją oraz językiem obmywa ranę, po chwili wraca na swoje miejsce, gotów do ciągnięcia sań dalej.
- Idziemy. - Olaf dumnie parł naprzód ściskajac włócznię i oświetlając sobie drogę lampą.
Ruszacie spokojnie przed siebie. [Olaf - PW - 3 Kauko PW - 2].
Droga idzie spokojnie, kiedy raz po raz rzucacie okiem na rannego psa widzicie, że sam odpoczynek mocno jej pomaga.
Robi się coraz jaśniej, zaś kiedy pierwsze promienie Słońca zaczynają rozświetlać oblodzone wzgórza, pozostające za Wami, dostrzegacie w pierwszym brzasku scenerię, jaka pozostała po ataku smilodona.
Kawałek płaskiej przestrzeni, dwa przewrócone towarowe sanie. Z ciągnących je psów zaprzęgowych widać jedynie kilka ciał, lekko już zmrożonych. Pięć ciał leży dookoła. Bez problemu rozpoznajecie kupca, a właściwie jego zwłoki, po wydatnym brzuchu pozostało jedynie wspomnienie - został całkowicie wyżarty, jego dwóch "woźniców" - Mansów, również stanowiło pokarm dla zwierząt. Pozostałych dwóch - ochroniarze - Kawakowie - leżą w okolicy sań, "jedynie" z poharatanymi gardłami.
Kupiec i powożący leżą przy pozostałości ogniska. Sanie, poza tym że poprzewracane, nie są zbytnio zniszczone.
Kauko odwiązał Popo od sań
- No to jesteśmy
Kościany człowiek zaprowadził swojego psa do jednego z martwych ciał, Popo powąchał zwłoki
- Czujesz tę bestię Popo? Szukaj!

Kiedy Kauko odpiął Popo z uprzęży od sanek ten zachował się inaczej niż zwykle. Nie przeszedł się spokojnym krokiem wokół miejsca zdarzenia, lecz kładąc uszy i ogon po sobie zbliżył się do wskazanego ciała, szczeknął, wskazał łbem kierunek, ale wcale nie sprawia wrażenia jakby chciał czym prędzej dopaść cel...
- W tą stronę psino...? No to jazda. Jak będziemy mieć szczęście, to szabloząb się jeszcze nie obudził. - powiedział Olaf gasząc lampę. Przytroczył ją sobie do paska, zdjął z pleców gałęzie i oparł je o przewrócone sanie. Z pleców zdjął tarczę, poprawił skórzany pancerz i kilka razy dźgnął powietrze włócznią, aby sprawdzić, czy nic nie ogranicza swobody jego ruchów.
Olaf wyszedł pierwszy ku swojemu przeznaczeniu. Albo on albo szabloząb.
Kauko wyjął swoją kościaną maczugę i przełknął ślinę, szedł za Olafem i rozglądał się nerwowo na boki
Rzeczywiście, nie ma czasu na przeszukiwanie, wiadomo wszak co się tu stało!
Popo prowadzi was spokojnie, niezbyt szybko, przez kilkanaście minut, idąc w bok od szlaku, ale nieco w stronę wzgórz.
Rzeczywiście, lampa nie jest już potrzebna - słońce wzeszło, jest coraz przyjemniej, choć istotnie, czuć w powietrzu odwilż.
Po mniej więcej pół godzinie marszu docieracie do niewielkiej kotlinki, pomiędzy dwoma wzgórzami. Przez jej środek biegnie kilka ośnieżonych kamiennych ostańców o różnej wysokości. Po jednej stronie jest niemal pionowa ściana skały i lodu, a po drugiej nieco łagodniejsza skarpa.
W obrębie kilkudziesięciu metrów Popo zaczyna zachowywać się strachliwie, nie chce sam dążyć bliżej, chowa się za Olafem.
Po krótkiej chwili obaj zaczynacie czuć smród zwierzęcych odchodów i zastarzałej krwi. Rzut oka na okolicę pozwala odnaleźć niewielkie wejście do jaskini - maksymalnie wzrostu mansa.



Robi się jasno.

Kauko oparł się o ścianę blisko jaskini
- Jakiś plan? - zapytał się Olafa
- Wykurzmy tą bestię ogniem. Potrzebuję czegoś, czym będzie można uderzyć kamień do środka... Twoja maczuga! Poczekaj chwilę...
Olaf znalazł kilka kamieni wielkości pięści i ułożył je przed wejściem do jaskini.
- Mój plan jest taki: wykorzystamy resztkę moich zapasów oleju do lampy i oblejemy te kamienie. Następnie je podpalimy, a ty je wbijesz do środka za pomocą maczugi. - z przejęciem mówił Olaf - Na początek jeden na próbę, żeby zobaczyć, jak głęboka jest jaskinia... Co ty na to?
- No dobra, lepsze to, niż lecieć przed siebie jak jakiś berserk. Podpalaj
Olaf podpalił jeden kamień. Kauko chwycił mocno maczugę i powolnymi, lecz silnymi uderzeniami wbijał ognistą kulę do środka jaskini
- Proponuję raczej jedno mocne walnięcie, żeby poznać głębokość jaskini! Postaraj się Kauko! - motywował Olaf.
Kamień nie był duży - mocne uderzenie wrzuciło go do środka jaskini jak piłkę w jakiejś absurdalnej grze, zagrzechotał o ściany groty, powodując huk i echa.
W jego świetle zatańczyły cienie, po chwili dwójka śmiałków usłyszała szczekliwy, charkotliwy warkot, a z oświetlanego przez kamień otworu płynnymi ruchami wyskoczyła postać kota.
Normalnie smilodony żyją w stadach po 6-10 sztuk. Normalnie nie atakują ludzi. Ten tu chyba jest wyjątkiem, wykopał bowiem przed siebie ramię - chyba Kawaka. długie kły sięgają mu daleko za dolną szczękę, bystre oczy i strzygące uszy wskazują dużą czujność. Jest zły. Zły i groźny.
Olaf nigdy nie był odważny. Nadrabiał dobrą miną i humorem. Jednak Smilodon to inna bajka. Olaf cofnął się o krok, gdy ujrzał oderwane ramię Kawaka i długie kły tygrysa.
Ostatecznie jednak stanął z tarczą i włócznią, gotowy do odparcia ataku lub zaatakowania, gdy nadarzy się okazja.
Smilodon był lekko zdezorientowany - groźny, lecz nie wiedział, co właściwie będzie go czekać na zewnątrz. Poza tym, jako stworzenie bardziej mocne, zakończył aktywność na niewiele czasu przed Waszym przyjściem.
Kauko przełknął ślinę, zachował zimną krew i spojrzał groźnym wzrokiem na bestię
- Popo! Na niego!
Krzyknął w stronę swojego futrzanego kompana
- Olaf! Weź się w garść! Jesteś dumnym wojownikiem! Przygotuj włócznię do rzutu!
Kauko zacisnął dłoń na zimnej, kościanej maczudze. Czekał, aż jego Popo dobierze się do gardła kota. Gdy już poleje się pierwsza krew, ogłuszy smilodona ciosem w łeb i będzie koniec

Oby...



Kauko spojrzał na bestię wzrokiem pełnym determinacji, wiedząc, że o ile kiedyś nadejdzie dla niego ostatni dzień, to na pewno jeszcze nie dziś. Złapał broń mocno, gotów do starcia, czując się mocno, pewien sukcesu.
Pies, widząc, że jego towarzysz jest gotowy do walki, mimo widocznych obaw skoczył w stronę drapieżnego kota, rzucając się na jego korpus, zderzając się nim w dużym pędzie.
Popo wskoczył na tygrysa <pierwsza akcja> i próbuje go ugryźć w korpus <druga akcja>

- Giń! - Kauko zaszarżował na tygrysa i próbuje mu przywalić w łeb

Olaf zgrabnie skoczył i zaatakował włócznią z góry, próbując wbić ją w kark zwierzęcia.

Kolejny atak uderzył trochę bardziej pod kątem i miał na celu przebicie szyi tygrysa poniżej kręgosłupa.

Wielki kot chyba nie spodziewał się takiego szaleńczego ataku - przede wszystkim już atak Popo był dla niego zbyt szybki, pies rzucił mu się do brzucha i zębami wydrapał pokaźną ranę.
Uderzenie Kauko było zbyt wolne i zbyt słabe, kot po prostu zbił je dalej łapą.
Kot nie był przygotowany na tak wielu i tak zaciekłych przeciwników. Atak Olafa z góry był dla niego niespodziewany, myśliwy trafił prosto w twardą jak żelazo czaszkę, trysnęła krew. Drugi atak Redborga również zakończył się poważnym sukcesem - stojąc pewnie na nogach docisną włócznią łeb bestii do ziemi, aż z oczy poszła jej krew. Dziki kot drga już tylko, po ciosie który zakończył jego życie....

[dwa ataki Olafa zadały łącznie 4 obrażeń w głowę - kot miał 2 pancerza i 2 punkty życia na tej lokacji, ponadto pies zadał 1 obrażeń, przebijając pancerz naturalny 1 smilodona].


- Więc... to koniec? - spytał Olafa zadyszany Kauko


Olaf wyciągnął włócznię z martwego truchła tygrysa. Rozpierała go duma.
- Koniec, koniec. Dobrze poszło - uśmiechnął się i poklepał psa po głowie.
- Tak się zastanawiam... Czy oskórowujemy go tutaj? Bo przyznaję, że okryłbym się czymś w drodze powrotnej...

Chwila tryumfu - nie, jednak nie, ta samica nie była tu sama, po prostu miała znacznie bliżej do wyjścia - w wejściu do jaskini, ledwie kilka metrów od zabitej pojawia się drugi osobnik!
Olaf, podbudowany poprzednim zwycięstwem rzucił się na drugiego przeciwnika.
- No świetnie... to mamy dwie skóry już, po jednej na każdego z nas. Do boju!
Popo rzucił się pierwszy, jego pysk nadal był zakrwawiony od poprzedniego kota

Kauko zaszarżował i wziął zamach prosto w kręgosłup Smilodona

Po raz kolejny atakujący pies rzucił się do ciała przeciwnika, szarpiąc je mocno swoimi kłami, rozrywając grubą i twardą skórę. Kot usiłował odskoczyć od szarżującego psa, lecz był zbyt wolny.

Co do ataku Kauko, to po raz kolejny ciężka maczuga nie trafiła celu - ten zwinnie usunął się z jej zasięgu:

Kot jest mocno wkurzony, łapą uderza psa

A drugi atak kieruje kłami w stronę swojego dwunożnego przeciwnika

Olaf zaszarżował, kierując swoją włócznię prosto w otwarty pysk tygrysa

Kot cofnął się i uderzył łapą z całej siły w drzewce włóczni, aż Olafa zabolały ręce.

Kauko widząc atakującą bestię, spróbował wykonać skok w bok

Za późno!
- Arghhhh! - zakrzyczał Mans

Jego próbował zrobić to samo, ale...

Atak łapą kota odrzucił Popo o kawałek do tyłu, na jego ciele pojawiły się także ślady pazurów.

Niemal jednoczesne wyrzucenie pyska w stronę Kauko było błyskawiczne, długie na kilkanaście centymentów kły zagłębiły się w ciele rozpaczliwe usiłującego odskoczyć Myśliwego, oba kły zadały pokaźne i dość głębokie rany, lecz bestia nie zdołała utrzymać Kauko w paszczy.

- GIŃ CHOLERNA BESTIO! - Kauko wykonał szaleńczy atak w stronę zwierzęcia, próbując połamać mu żebra

Kauko natychmiast wziął drugi zamach

Lecz nawet nie trafił Smildona...
Tymaczasem Popo, zadyszany i okrwawiony zaszarżował raz jeszcze w stronę bestii <pierwsza akcja> i próbuje znowu wbić swoje zęby

Kot widząc nadlatującą maczugę wypuścił kły z ciała Mansa i odsunął się na bezpieczną odległość, oceniając Mansa jako mniejsze zagrożenie.

Popo rozeźlony atakiem na swojego towarzysza zanurkował pod łapą większego przeciwnika i rozorał my zębami brzuch, aż buchnęła krew.

Smilodon, osaczony ze wszystkich stron po raz drugi zaatakował psa jedną z łap, zaś swoje śmiercionośne kły zwrócił przeciw większemu z wrogów:

Olaf, odtrącił smilodona tarczą i pchnął go dwukrotnie w głowę

Popo niestety nie zdążył zareagować na atak Smilodona...

Kły tygrysa zdarły farbę z tarczy trzymanej przez Olafa, a ciężar zwierzęcia niemal przykuł go do ziemi.
Uderzenie łapą posłało chwilowo dużego psa na ziemię, lecz nie osłabiło jego ducha walki

Smilodon ponownie odbił przednią łapią pierwsze z uderzeń Olafa.

Drugie także nie wyrządziło mu szkody

*fiu*


- Popo! Wstawaj! Damy radę, nie zginiemy w tym cholernym śniegu! - zakrzyczał Kauko do swojego psa

Futrzak rzucił się ostatkiem sił na kota

Pies wskoczył na plecy tygrysa znowu, próbując go zagryźć, jego futro było już całe czerwone od krwi

Kauko, kompletnie wyczerpany, postanowił raz jeszcze spróbować przywalić bestii w plecy

Kompletnie wyczerpany Mans, zdążył jeszcze zawołać w ferworze walki do swojego przyjaciela
- Olaf! Dobij to cholerstwo! Bij w brzuch!

Kot odskoczył od pierwszego ataku psa, zrzucając go na ziemię

Kot próbował także odskoczyć od uderzającej weń maczugi Mansa

Nie dał jednak rady - cios maczugi z góry uderzył go z całej siły, aż trzasnął kręgosłup.

Olaf próbował opanować drżący oddech. Mimo że walka już się skończyła, to on i tak nerwowo rozglądał się po jaskini.
- Wynośmy się stąd. Bierzemy czachy, skóry i zwiewamy. No i trzeba jeszcze zabrać ładunek kupca. - mówił Redborg, dla pewności kopiąc w truchła tygrysów.
Kauko zwymiotował z wycieńczenia po upadł tyłem głowy prosto w śnieg
- Tak... zostaw mi tylko jego zęby... - powiedział zmęczony Mans, po czym położył rękę na łbie zakrwawionego Popo, który właśnie przy nim się położył i zaczął lizać jego, jak i swoje rany.

Obaj myśliwi spędzili w jaskini cały następny dzień, próbując doprowadzić się do porządku.
Oskórowanie i pozbawienie obu kotów czaszek i kłów oraz zębów i pazurów zajęło prawie cały czas odpoczynku.
Znaleziony na trakcie pies równiez powoli zaczął dochodzić do siebie, i wraz z Popo całkiem raźnie ciągnął wyładowany skórami tobogan.
Z zapasów kupca udało się zebrać stosunkowo niewiele, w końcu dwa psy nie uciągnął tak wielkich sań...

Powrót okazał się spokojnym marszem. Po 5 dniach obaj myśliwi wrócili do osady.

Trofea jakie przynieśli zapewniły im kilka kielichów w lokalnej tawernie, obiecane cztery psy pociągowe podzielili między siebie.
Skóry, czaszki i kły obu zwierząt mogą albo sprzedać, albo próbować samemu ozdobić lub przepracować - z kłów wytwarza się sztylety, które niewiele ustępują żelaznym, zaś dobrze spreparowana czaszka potrafi być wytrzymałym hełmem dla mansyjskich wojowników, nieco tylko ograniczającym widzenie.
Skóry bestii można z łatwością przerobić na buty, pelerynę czy płaszcz.

Po rozdzieleniu łupów między siebie dwaj myśliwi podali sobie ręce i wyruszyli, każdy w swoją stronę...

2 komentarze:

  1. Mechanika nadal jest poprawiana. Ale jeśli kogoś naprawdę interesują, jak działają testy, to w skrócie: jeśli chcemy wykonać dla przykładu atak z broni trzymanej w ręce, a nasza cecha dłoni wynosi 3/2. To rzucamy trzema kostkami k6 i dodajemy do siebie dwie kostki z najlepszymi wynikami. Jeśli przebijemy się przez PT testu (w tym przypadku, rzut na stopę przeciwnika, bo próbuje odskoczyć) to test jest zaliczony.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, zdecydowanie będziemy musieli przepracować kwestię obrony. Potem crafting, magia, świat i właściwie wszystko zrobione:)

    OdpowiedzUsuń