3/05/2016

Relacja: Space Pilgrims

Wieki nie pisałem żadnej relacji z sesji. Zresztą, ogólnie "moda" na to w blogsferze upadła. Chciałbym się więc dziś podzielić swoją sesją Space Pilgrims.

Dawno nie prowadziłem nic na mechanice NIP'AJIN, więc musiałem sobie przypomnieć zasady... kilka minut przed samą sesją (lenistwo ftw!). Scenariusz? Postanowiłem po prostu wykorzystać pomysły, które wypisałem w podręczniku. Nie wiedziałem którą przygodę wybrać, więc połączyłem kilka z nich jednocześnie.

Drużyna

Komandor Fridrich Ornstein - kapitan statku. Pochodzi z prymitywnej, wojowniczej planety. Ma przy sobie nóż wodza swojego klanu. Co ciekawe, zna się na... muzyce.

"Śruba" - technik statku. Urodził się na górniczej planecie (albo raczej - w jej wnętrzu). lubuje się w piromanii.

Jax - seneszal statku. Urodził się w pewnym stopniu cyberpunkowej metropolii na ziemi. Dużo pije i zna się na szmuglowaniu oraz hazardzie.


Statek
"Stalingrad"

Stalingrad jest średnim wielkości statkiem klasy Falcon (cokolwiek by to do cholery miało znaczyć). Posiada 13 pomieszczeń, w tym jedno ukryte pod podłogą korytarzy (seneszal trzyma tam swoje towary, o których istnieniu Federacja nie powinna się dowiedzieć), oraz gorzelnię.

Przebieg

Oh boy... planowałem zrobić poważną sesję w klimatach sc-fi. Jakiż to był błąd! Już w czasie tworzenia postaci gracze mieli więcej ubawu, niż przewidziałem (wszak w NIP'AJIN tworzymy postacie poprzez opisywanie ich historii). 

Zaczęło się niewinnie, drużyna siedziała wokół fotela kapitana i dłubała w nosie. W końcu wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że trzeba jakoś zarobić na jedzenie. Kapitan więc uruchomił pokładowy komputer, by znaleźć nową planetę. I znalazł - zielona gwiazda 48. Kapitan kazał uruchomić silniki i lecieć tam jak najszybciej, lecz niestety włączył się alarm - blisko statku znajduje się jakiś żelazny obiekt. Okazało się, że jest to inkubator. Drużyna zaciągnęła maszynę do hangaru (za pomocą tytanowych lin) i postanowiła to zbadać.

Niestety, nie było widać przez szybę, czy coś lub ktoś jest w środku. Śruba chciał otworzyć inkubator kopniakiem (użył swojej zdolności "Dziadostwo!"), lecz niestety pogorszył jedynie sytuację (otwór się zablokował). Kapitan więc wypalił ze swojego blastera, niszcząc szybę oraz zamek. W środku znajdowała się androidka (i kapitan przestrzelił jej niechcący nogę...). Pielgrzymi do pewności zamknęli przybyszkę w celi i tam ją włączyli.

Androidka przedstawiła się jako Atoma. Nie wie dokładnie kto ją stworzył, ale ten ktoś jest naprawdę złym człowiekiem. Mówi również, że jest bardzo niebezpieczna, tak przynajmniej mówili jej naukowcy. Śruba zgrał na swojego palmtopa dane dziewczyny i tam się okazało, że została zbudowana przez Czarną Dziurę, największą organizację militarną kosmosu. W jej klatce piersiowej znajduje się również bomba, która jest w stanie zniszczyć całą planetę. Drużyna uspokoiła dziewczynę (czy androida da się uspokoić?), mówiąc jej, że nic się złego jej nie stanie. Następnie ją wyłączyli i wrzucili do ukrytego pomieszczenia, by mieć mniej zmartwień w życiu.

Po drodze Stalingrad został zatrzymany przez statki wojskowe Federacji, przeprowadzali kontrolę (na szczęście Atoma leżała pod podłogą!). Ponoć w okolicy kręciło się trochę statków Czarnej Dziury. Kapitan się spytał, czy można jakoś pomóc Federacji. Okazało się, że tak - potrzeba więcej statków do przewiezienia kolonistów z planety 48, połowa ludzkości została tam wybita przez kosmitów. Drużyna tam akurat zmierzała, więc przyjęła zlecenie za 3000ZF. Przelew miał został dokonany po wykonaniu misji.

Jak było na planecie 48? Fatalnie. Betonowe miasta były w okropnym stanie, a większość żołnierzy zginęło w dżungli, która pokrywała niemal całą planetę. Drużyna dowiedziała się, że w sercu dziczy siedzi jakiś wyjątkowo spasiony alien, który rodzi więcej tych potworów. Pielgrzymi jednak nie chcieli ryzykować, wzięli dwa karabiny laserowe z miasta i zapakowali ok 70 osadników do hangaru. Seneszal chciał od nich zbierać daniny do koszyczka za wejście do statku, ale grupa żołnierzy mu wytłumaczyła elegancko, że ma się pierdolić.

Ludzie zostali zawiezieni na najbliższą asteroidę. Kapitan Federacji podziękował pielgrzymom i kazał im wrócić z powrotem na planetę, by zabrać ludzi z kolejnego miasta. No cóż... Federacja nie powiedziała dokładnie, ilu ludzi Pielgrzymi mają uratować. Dopóki więc bohaterowie nie zadowolą Federacji, to nie dostaną przelewu. Oh well... nauczka na przyszłość, że należy czytać podpisane umowy.

Druga akcja ratownicza przebiegła niestety znacznie gorzej. Miasto nr. 5 to już były tylko ruiny. Grupy ludzi szturmem wpadli do statku. Stalingrad został również zaatakowany przez kosmitę. Alien był cały czarny, poryszał się na czterech kończynach i pluł kwasem, śruba został trochę zraniony. Coś również uderzyło o dach, ale statek już był w powietrzu, gdy to się działo.

Jak się później okazało, do kuchni wpadł jakiś gruby kosmita, nastąpiła dekompresja w dwóch pomieszczeniach. Alien wszedł również do hangaru i zabił jednego kolonistę, wybuchła panika. Na odsiecz przybyli Jax oraz Śruba. Niestety, ich karabiny laserowe były zbyt słabe. Czarny alien splunął kwasem w Śrubę, stapiając jego ubrania oraz broń. Pielgrzymi uciekli i zamknęli potwora w hangarze. Fridrich w tym czasie (wcześniej był zajęty badaniem pomieszczeń, gdzie następuje dekompresja) zobaczył całą sytuację na kamerach, więc z szatańskim uśmiechem wcisnął guzik na kokpicie, by otworzyć luki hangaru. Próżnia rozerwała kosmitę na strzępy.

W końcu, Federacja podziękowała pielgrzymom za pomoc i przelała im obiecane trzy tysiaki. Stalingrad był jedynie w dosyć kiepskim stanie (duża dziura w dachu i zniszczona kuchnia oraz gorzelnia). Żołnierze jednak nie chcieli pomóc, wskazali jedynie gdzie jest najbliższa stacja Związku Handlowego i tyle.

Bohaterowie postanowili więc odwiedzić kosmiczny Megamarket. Zaparkowali swój statek we wnętrzu kosmicznej fortecy i zostali niemal natychmiast zaczepieni przez przedstawiciela handlowego korporacji S3, który proponował im naprawdę statku. Seneszal jednak na szczęście wyczuł przekręt i wycenił straty na 600ZF, handlowiec chciał dokonać naprawy za ok 1400.

Na miejscu drużyna dokonała zakupów (zakupili dużo oręża, w tym trochę rzadkiego, jak tytanowa katana "Bushido" i pistolet z bagnetem klasy "Spartan"). Seneszal udał się do sektora wypoczynkowego i uzyskał wstęp do ekskluzywnej społeczności uprawiającej hazard. Poznał tam absurdalnie grubego biznesmena o imieniu Don Condor (jego tłuszcz w karku był wprost legendarny). Tutaj postanowiłem zabawić się trochę z Jaxem - obaj wykonywaliśmy rzuty na hazard, najwyższy wynik wygrywał. W ostatecznej rozgrywce Don Condor postawił swój pancerz wspomagany najnowszej generacji (dwa zamontowane miniguny!), dwie kobiety, robota oraz cztery generatory MKII. Seneszal postawił za to androidkę Atomę, Stalingrada (!!!) oraz swoich przyjaciół, których przedstawił jako swoich niewolników.

Niestety... Gracz przegrał! Seneszalowi jednak puściły nerwy, wyciągnął pistolet i przystawił go grubasowi do tłustego karku, grożąc mu, że jeśli wszystkiego mu nie przekaże, to mu rozwali łeb. Nasz "bohater" uciekał więc przez megamarket, będąc we wspomaganej zbroi, z kobietami na ramionach i z robotem (o imieniu Porco), który niósł cały bagaż. Ucieczka z megamarketu zakończyła się walką z gangsterami i ogólną rozpierduchą z laserami, minigunami i strzelbami plazmowymi.

Statek był już trochę pełny. Ekipa postanowiła włączył androidkę, by sobie pochodziła po Stalingradzie (ok... zdanie to brzmi naprawdę dziwnie). Kolejnym pomysłem było odwiedzenie planety 24. Tam gracze znaleźli hodowlę kilkutonowych buraków. Ekipa wpadła więc na genialny pomysł, by zakupić cały hangar tych niezwykłych warzyw i przerobić je na hektolitry bimbru (musiałem na szybko wymyślić mechanikę pędzenia bimbru).

Alkohol został sprzedany za grube pieniądze w Neo Watykanie księdzu, który był kumplem seneszala. Pod koniec sesji gracze zapisali się na misję, która miała się odbyć na odległej lodowej planecie 168.

Pod koniec się okazało, że cały czas chyba graliśmy w Kapitana Bombę: the RPG.


Gracze bawili się świetnie, było dużo śmiechu i żartów (niestety 90% z nich nie mogę tutaj przytoczyć). Raczej na pewno przygoda będzie kontynuowana. Nawet chciałem jeszcze trochę rozwinąć Space Pilgrims, ponieważ brakuje mi w nim dwóch ról postaci i kilku drobnostek.

3 komentarze: